| Antila 27 ON THE WATER |
| COM_CONTENT_CATEGORY Aktualności |
| Tuesday, 22 March 2011 09:45 |
|
Page 1 of 3
ANTILĄ - 24 PRZEZ 6 RZEK I 7 MÓRZ Zgłoszonego do Konkursu PZŻ „Błękitny Spinaker” na Śródlądowy Rejs Roku w 2010 r.
WSTĘP Motywacją przedsięwzięcia były nasze marzenia o wyprawach żeglarskich w odległe, egzotyczne miejsca. Konkretny zamiar opłynięcia jachtem mieczowym środkowo – południowej Europy zrodził się w niezwykle sprzyjającej takim przedsięwzięciom atmosferze „Błękitnego Spinakera”, z jaką zetknęliśmy się jesienią 2009 r.
JACHT Nazwa jachtu: CERBERYNA- MILA 2 ANTILA – 24, rok budowy 2010, specjalnie przygotowana przez Antila Jacht Stocznia Jachtowa Cezary Duchnik Radom : kadłub wzmocniony dodatkową warstwą laminatu, powiększony balast, wzmocnione olinowanie stałe, zainstalowane 2 metalowe jarzma silników zaburtowych zamiast pantografów, silnik główny Honda 10 KM i pomocniczy Honda 8 KM, dodatkowe instalacje rozruchowe i zasilania silników, dodatkowe podstawy do zwiększonej ilości butli gazowych oraz pojemników na benzynę i wodę, instalacja radiostacji VHF.
ZAŁOGA Armator i sternik Marek Tarczyński, szotmen Iwona Tarczyńska Załoga, decydując się na wyprawę, miała doświadczenie w pływaniach po wodach śródlądowych Polski, także Niemiec, Francji i Holandii; po morskich wodach osłoniętych: Zatoka Gdańska, Zalew Szczeciński, Zalew Wiślany; w rejsach bałtyckich Szczecin – Gdańsk i Hamburg – Gdańsk; po morskich wodach pływowych: Le Havre – Dunkierka – Wilhelmshaven – Brunsbüttel. W rejsie uczestniczyła suczka Mila.
PODSTAWOWE WYPOSAŻENIE NAWIGACYJNE Kompas kursowy podświetlany, kompasy trawersowe, wiatromierz ręczny, lornetka, GPS GARMIN z zestawem map elektronicznych, pokrywających morski obszar wyprawy, Mediterranean Almanac 2010; Waters Pilot - locje wód Włoch, Grecji i Turcji autorstwa Roda Heikella; locja wód Bułgarii i Rumunii; papierowe mapy topograficzne i geograficzne dla obszarów, obejmujących trasę rejsu; morskie rosyjskie mapy Dnieprowego Limanu i ujścia Dniepru.
PODSTAWOWE WYPOSAŻENIE RATOWNICZE, SYGNALIZACJI I ŁĄCZNOŚCI Kamizelki ratunkowe 4 szt., koła ratunkowe 2 szt. sygnalizacja poprzez VHF w systemie GMDSS, pistolet sygnałowy z nabojami, pławki dymne, rakiety sygnalizacyjne odpalane ręcznie, łączność radiotelefoniczna i telefonem komórkowym.
CHARAKTERYSTYKA REJSU Rejs miał charakter rekreacyjno – turystyczny z ukierunkowaniem na poznanie wybrzeża Francji, Włoch, Grecji, Turcji, Bułgarii, Rumunii i Ukrainy, poznanie portów i marin, warunków technicznych i finansowych, żeglugowych, meteo, itp., wzbogacenia naszej wiedzy i praktyki żeglarskiej. Pragnęliśmy również, choć fragmentarycznie, poznać mityczne szlaki Odyseusza, Telemacha i Jazona. Zależało nam bardzo na odwiedzeniu bliskich polskiej historii obszarów ujścia Dniepru, Zaporoża, Kijowa i Polesia. To ostatnie pragnienie dało się zrealizować, ze względów administracyjnych tylko w bardzo małym stopniu.
RENEM, MOZELĄ, SAONĄ I RODANEM NA MORZE ŚRÓDZIEMNE
Po kolejnej partii śluz 16.06. wchodzimy na rzekę Saonę, trzecią z 6 wielkich rzek, które dane nam będzie przepłynąć. Po Saonie pływają statki oceaniczne, kontenerowce, mniejsze tankowce, a śluzy tej rzeki, przystosowane do ich śluzowania wydają się olbrzymie w stosunku do malutkich śluz Kanału Wogezów. Deszcz leje bezprzestannie i na ryczących jazach czuje się groźbę powodzi. W strugach deszczu 18.06. oglądamy miasto Auxonne, już w Burgundii. Tu Napoleon kończył Artillery College. Odbijamy, pchani silnym północnym wiatrem. Żeglarze, którzy śródlądziem wracają do Niemiec i Holandii (trafił się nawet Fin), mówią nam, że na Morzu Śródziemnym fatalna pogoda. Rzeczywiście, są mało opaleni. Po trzech dniach żeglugi 21.06. wchodzimy do Lyonu. Rzeka ocembrowana, nie ma gdzie stanąć. Zaraz za miastem Saona wpada do Rodanu, tworząc wielkie rozlewisko. Widać przystanie żeglarskie i tory regatowe. Wiele jachtów pełnomorskich. Płyniemy nie tyle rzeką, co wielkim kanałem, zasilanym wodami Rodanu. Następnego dnia rano docieramy do Avignion, a ok. 16.00 wpływamy z Rodanu do śluzy portu St. Louis. Przepłynęliśmy prawie całą wschodnią Francję, z północy na południe, blisko 1 000 km, pokonaliśmy 191 śluz, 4 tunele wodne, 1 podnośnię, by dotrzeć wreszcie na Morze Śródziemne. Radzimy każdemu żeglarzowi, aby ruszając na ten szlak miał po 5 obijaczy na każdej burcie i deski ociernice.
MORZE ŚRÓDZIEMNE, MARSYLIA I LAZUROWE WYBRZEŻE
28.06. o 8.30 odbijamy, by ruszyć na Morze Śródziemne – kurs Marsylia. Wiatr słabiutki, NW, turkusowa woda, krystalicznie przezroczysta. Długa fala milo kołysze łódkę. Niebo bezchmurne, ale jakaś dziwna mgła zamazuje ostrość linii brzegowej – trzeba mocno zbliżyć się, żeby rozpoznać kontury. Żagle równiutko wydęte, bez żadnych fałd i zmarszczek, jacht idzie jak po sznurku. O 15.00 zawijamy do mariny Cercle Nautique et Touristique du Lacydon w Marsylii. Nad mariną groźnie piętrzy się cytadela. Zwiedzamy miasto. W przyportowych knajpkach nie ma dużego ruchu, a przecież to środek sezonu. Rano ruszamy dalej. Odwiedzamy wielką i małą redę w Tulonie, gdzie zaczęła się wojskowa i polityczna kariera Napoleona, turystyczne Lewandou, St. Raphael. Każdego dnia staramy się możliwie zbliżać do sławnych miejsc, by choć „otrzeć się” o legendę Lazurowego Wybrzeża. Wpływamy do mariny Palm Beach w Cannes. Luksusowe jachty, a na pirsach parada żeglarskiej mody – przepych! Płyniemy dalej. Wiatr niezbyt silny. Wszystkie jachty idą pod żaglami i na silniku, więc i my zaczynamy „podkręcać” Hondę, choć wstyd rumieni nam policzki. Usprawiedliwiamy się słowami wielkiego znawcy tych akwenów, nieżyjącego już Gerda Radspielera ” Nie jest to ...sportowe, lecz za to skuteczne”. Później będzie to dla nas normalne. Odwiedzamy Niceę i Villefranche sur Mer, ze wspaniałą cytadelą Voubana i niesamowitą plątaniną nadmorskich uliczek, wypełnionych po brzegi turystami, bawiącymi w barach, kawiarniach i na plażach. Pogoda wciąż bez zmian. Barometr wysoko, niebo bezchmurne, wiatr słaby. 3.07. zawijamy do mariny w Monaco. W oczy rzuca się czteromasztowy żaglowiec pod grecką banderą, dalej najwyższej klasy jachty motorowe wszystkich bander świata. Fotografujemy te świetności, pałace, apartamentowce, lokale Monte Carlo. O 11.00 mijamy Menton, ostatni port francuski. Zaraz za nim granica włoska i Morze Liguryjskie. Koniec sławnego Cote d′ Azur.
MORZE LIGURYJSKIE, RIVIERY WŁOSKIE, WYSPA ELBA Bierzemy kurs na San Remo, sławny kurort na Riviera di Ponente. Wszystkie porciki i mariny zapchane jachtami motorowymi . Morze Liguryjskie nie wydaje się być nam przychylne. Znad Alp nadmorskich ciągną w naszą stronę potężne czarne chmury. Wpływamy do mariny Porto di Imperia i mimo, iż kapitaneire żąda 40 E opłaty – cumujemy pospiesznie. Z chmurami przyszło załamanie pogody. Rano wieje dobre 5°B z NE, czyli prosto w nos. Zrzucamy żagle i idziemy na obu silnikach. Cumujemy w Loano. W dalszej drodze odwiedzamy Genuę, przepiękne miasteczko Camogli z Instytutem Kolumba, a następnie znane z piosenki, Portofino. Wybrzeże skaliste, napstrzone pojedynczymi skałami, sterczącymi w morzu. To dla żeglarzy widok niezbyt sympatyczny. Po lewej burcie ciągnie się teraz Riviera di Lewante. Na stokach gór pięknie położone miasta i miasteczka, kurorty z kamienistymi plażami i skaliste kąpieliska. Noc 6.07. spędzamy w marinie Fezzano w Zatoce La Spezia; stąd ruszamy do historycznego Livorno, gdzie stacjonowali legioniści polscy przed wyprawą na San Domingo. Po kiepsko przespanej nocy z mariny Ardenza bierzemy kurs na wyspę Elba. Wreszcie mamy przychylny wiatr z NW, 4°B. Idziemy baksztagiem, nawigując prosto na Portoferraio, gdzie jest willa Napoleona i pałac, w którym urzędował jako gubernator wyspy. Gdy wiatr słabnie, „podkręcamy” silnikiem , żeby dojść przed zmierzchem. O 17.00 widzimy kontury wyspy, lecz wiatr zupełnie gaśnie. Zrzucamy żagle i włączamy drugi silnik. O 19.00 jesteśmy na miejscu. Zwiedzamy i fotografujemy wszystkie miejsca, związane z Napoleonem i szwadronem polskich szwoleżerów kpt. Jerzmanowskiego. „Jeszcze słychać rżenie koni...” Z Elby bierzemy kurs na Castigliono. Idziemy pełnym wiatrem na samym foku. Wieje silnie , ponad 5°B, prosto w plecy. Fala duża. O 14.15 wchodzimy w główki portu. Port jest mały i płytki – zaczepiamy płetwą sterową o dno. Urywamy fał. Po założeniu nowego, korzystając ze sprzyjającego wiatru, pędzimy do Talamone. Jesteśmy tam przed 19.00. Zaczynamy płynąć szlakiem mitycznego Jazona. Następnego dnia odpoczywamy w porcie Civitavecchia, zbudowanym przez cesarza Trajana. Stąd wykonujemy skok do ujścia Tybru i 11.07. cumujemy w Porto Turistico di Roma, pamiętnego tragiczną śmiercią znanego reżysera Paolo Passoliniego. Cały port i miasteczko ogląda w telewizji transmisję meczu z mundialu Hiszpania – Holandia (1:0).
MORZE TYRREŃSKIE, NEAPOL, CIEŚNINA MESSYŃSKA
Następnego dnia, przy słabszym nieco wietrze z południowego zachodu i słonecznym, bezchmurnym niebie, docieramy do mariny Formia. Miejsce tchnie historią. Tu zamordowano Cicerona. Pogoda ustabilizowała się. Między godz. 14 -15, w pełnym słońcu, zaczyna wiać mistral, czasami bardzo dotkliwy. W odpowiedzi na jego ataki uciekamy się do strategii rannych pływań. Odbijamy ok. 5.00 rano, z wyliczeniem, aby przed porą mistralową dotrzeć do jakiegoś portu, co nie zawsze się udaje. Marinę Pozzuoli w Zatoce Neapolitańskiej osiągamy 14.07., lecz z powodu braku miejsc musimy przenieść się do mariny Baia, nazwanej tak na cześć Baiosa, nawigatora na okręcie Odyseusza. Rano ruszamy do mariny Santa Lucia w Neapolu. Znów z braku miejsc nie możemy zacumować, więc fotografujemy panoramę Neapolu i fasady reprezentacyjnych gmachów. Dalej płyniemy na wschodni skraj wyspy Capri, a po drodze fotografujemy kontury Wezuwiusza. Za cyplem Punta Campaneila ok. 15.00 dopada nas wyjątkowo silny mistral. Obok innych łódek chowamy się za wielką przybrzeżną skałę. Po godzinie wiatr nagle ucichł. Odwiedzamy miasteczko Amalfi, z pomnikiem Flavio Goia, który w 1302 r. przywiózł i spopularyzował w Europie kompas. Po 2 dniach spokojnej żeglugi, 16.07., cumujemy w miasteczku Acciarolli, w którym Hemingway został zainspirowany do napisania noweli „Stary człowiek i morze”. Kolejno odwiedzamy Marateę z białą figurą Chrystusa na skale, Almateę, położoną daleko za miastem. Im dalej na południe Italii, tym mniej szpanu i luksusu. 19.07. złapał nas znów silny mistral w rejonie zatoki Golfo di Gioia. Następnego dnia zbliżamy się do Cieśniny Messyńskiej. Z cieśniny uderza silny, porywisty wiatr i prąd jak na Renie. Idziemy na obu silnikach, wymijając promy i statki frachtowe, których tu pełno i wymęczeni dobijamy w południe do mariny Reggio di Calabria. |